zsiaduemlekO – bezpiecznie, bez pestek.

O ałtoże

Jest z niego straszna niezdara. Jego ojciec zanim jeszcze poszedł do więzienia, mawiał mu: „Rozpierdoliłbyś wszystko”. I Owszem, destruktor z niego jest niezły. Poczynając od samochodów pomylonych z trampoliną (o czym za chwilę), poprzez spalanie krzeseł („wrzuć, to plastik, da dużo ciepła!”) i wyrzucanie umeblowania przez okno, a kończąc na znajomościach, które chcąc nie chcąc, też rozpierdala z klasą. Ale najlepiej wychodzi mu rozkurwianie samego siebie. Posiada on jakże ceniony pęd do demontażu swojej fizycznej powłoki.

Jego prawa kostka była już skręcona więcej razy niż dżojnt przez murzynów na Jamajce, bo pomimo gładkiej jak lustro murawy na osiedlowym boisku, ten zawsze znajdzie jakąś dziurę czy nierówność, gdzie można dyskretnie kalecznie stanąć, po czym upaść z jękiem i patrzeć czy kostka równo puchnie.

Tnie sobie dłoń wkładając ją do plecaka i nie może się nadziwić skąd tam tyle szkła. Nie przypomina sobie, że pół godziny temu wypierdolił się z tornistrem pełnym piwa na plecy i sensownym jest, że kilka butelek mogło się potłuc.

No i słucha ruskiego disko, za co grozi wpierdol jakości pierwszej klasy. Zresztą każdy wpierdol jest klasy pierwszej, niczym lasery w sprzętach multimedialnych.

O ścieraniu martwego naskórka z twarzy przy pomocy kostki brukowej prosił nie wspominać, bo to stare dzieje i zrobił to z premedytacją. O precyzyjnym i idealnie wymierzonym zrzucaniu się ze schodów, też można by wiersze pisać, ale nie ma takiej potrzeby, bo to żadne novum.

Hipermarkety nie zabijają się o to, by zagościł on w ich gazetkach reklamowych jako model w slipkach, swetrze czy w metrze. Chociaż podobno dobrze prezentuje się w worku po brazylijskiej kawie. Nie ciąży mu też na jego wątłych barkach brzemię wspaniałego charakteru i ponadprzeciętnej inteligencji. Nie ma tego, ale bliscy wmawiają mu co innego i tłumaczą, że liczy się wnętrze człowieka, podobno bogate w jego przypadku. On nie może przyjąć do wiadomości, że ktoś miałby się zauroczyć w jego parze nerek, albo wątrobie. Słowem, jest to chłopak pospolity jak błoto. Napiszę więcej. Mając z nim kontakt odnosi się nieodparte wrażenie, że gdyby zaglądnąć mu do ucha, to można by ujrzeć światło wpadające z drugiej strony. Owe światło by przeszywało powietrze, które znajduje się w jego głowie. Mama (która o dziwo nie była w więzieniu) zawsze mu powtarza: „Synu, trzeba wiedzieć kiedy przestać pić. Po tym rozpoznaje się prawdziwego mężczyznę”, a on to zawsze sobie bierze do serca i wie kiedy przestać pić. Odstawia alkohol wtedy, gdy nie ma już siły go wlewać w siebie. Ma za to siły odstawiać różne szopki, które pachną śmiercią mózgu. Skacze po cudzych samochodach na ten przykład. Skakanie po tłuściutkich gablotach nie jest zbyt wyrafinowanym pomysłem na performens, a i adrenaliny w tym jak z chuja strzelił. W sensie penisa. To wszystko jednoznacznie utwierdza nas w świadomości, iż delikwent ten ma popkorn zamiast mózgu. Może to jego urok, a może to Maybelline. Nie wiem.

Boryka on się w swoim życiu z wieloma problemami. Nie potrafi ułożyć Pasjansa-Pająka na średnim stopniu trudności, a na łatwym też nie przychodzi mu to z łatwością, choć powinno, bo przecież tak nazwa stopnia wskazuje. „Łatwy”. Więc dlaczego ten opiździały Pająk nie układa się łatwo? Nie potrafi odpowiedzieć sobie na te pytanie i ćwiczy dalej, próbując uzyskać magiczne 30% skuteczności w wygranych partiach. Zawsze to jakaś rozrywka w trakcie przezabawnych niczym wykopki na cmentarzu monologów Matki o tym, kto choruje, a kto już umarł i jak długo chorował. Słucha on tych opowiadań wytrwale choć momentami z nerwów telepie się jak starej kurwie noga na mrozie, ale stosuje niezawodną taktykę „jednym uchem wpuść, drugim wypuść”. Słowa wpadając mu do łba desperacko szukają jakiegoś punktu zaczepienia, aby w tej głowie posiedzieć, ale ponieważ nie było w niej nic poza tlenem, toteż nie zabawiają tam długo wypadając drugim uchem i turlają się gdzieś pod biurko, aby tam zgnić zapomniane i niechciane.

Napiszmy teraz może coś o jego sukcesach zawodowych.

Okej, wystarczy.

Pomimo braku ów sukcesów jest on przydatnym fantem dla bliskich, którzy wożą go samochodami w razie gdyby paliwa zabrakło na środku skrzyżowania w wielkim mieście, ba! metropolii. Wtedy on wychodzi i pcha auto, a kierowca krzyczy „szybciej! Sznela! Oł bejbe jur muwin tu fast” i cieszy pizdę zaciągając dodatkowo ręczny, żeby za łatwo nie było. Po dopchaniu na stację benzynową nasz popychacz otrzymuje status przydatnego gadżetu i jest wpuszczany do środka samochodu, albo wkładany w miejsce koła zapasowego, w razie gdyby znowu zabrakło zupy, tym razem przykładowo na syberyjskim mrozie, gdzieś w pobliżu Antarktydy.

To może na koniec kilka ciepłych słów o nim?

Słońce, gorąca herbata, kaloryfer zimą.

Odpowiedzi: 2

Subscribe to comments with RSS.

  1. Kaja said, on 13 listopad, 2007 at 23:47

    Ten samochod pomoglabym Ci pchac i moglabym posiedziec z Toba na miejscu kola zapasowego, bo swoje wiem:)*

  2. Anonim said, on 26 marzec, 2008 at 1:02

    Jednym słowem – uroczy okaz ( to już nawet dwa słowa ) ;d


Dodaj komentarz