zsiaduemlekO – bezpiecznie, bez pestek.

265 DDC, czyli jak zostałem dżarhedem. No, prawie.

Opublikowany w Internecie, c'nie? przez zsiaduemlekO w dniu 11 wrzesień, 2008

Rzeczą oczywistą jest, że każdy, kto opowiada o wojsku, to był w nim prawdziwym komandosem. Każdy przedstawia to tak, żeby wyjść z tych historii jako twardziel, który przeżył tam wiele, zniósł mnóstwo upodleń, śmiał się niebezpieczeństwu w twarz i miał bardzo przejebane, ale jako prawdziwy mężczyzna wyszedł z tego z klasą. Każdy chlał tam cysterny wódki, uciekał przez płot na lewiznę co wieczór, miał na pieńku z kadrą i przełożonymi, dręczył psychicznie młodsze roczniki wcielonych i ruchał kurwy – koszarówy, które były tak napalone na jego mundur, że same napierały dupami na płot. Ot, standardy w opowieściach, baśniach o mchu i paproci, zazwyczaj dalekie od prawdy, mocno koloryzowane, albo całkowicie wyssane z chuja, zasłyszane gdzieś i przypisane sobie. Chciałem nie być w tym gorszy, ale chyba mi nie wyszło, bo słaby ze mnie ściemniacz.
W sumie reasumując, to takiego sanatorium już nie odwiedzę. Wszystko dali. Ubranko dali, mieszkanko dali, amciu też dali, kolegów dali, zajęcie dali. Nie wymagali wiele. Nie trzeba było się myć wcale na dobrą sprawę. Prać ubranek też nie trzeba było. Wymiotować z przejedzenia również nie szło. Raj na ziemi normalnie. Już nie to co kiedyś. A że kręcił mi się po mieszkanku jakiś jebany w dupę, dwunożny samobieżny penis, krzycząc, że „capstrzyk, gasić światła! Wystawić jebane buty na korytarz! Mam najebane we łbie i będę tak biegał całą noc, sprawdzając czy śpicie, bo jara mnie widok kilkunastu spoconych męskich ciał w samych spodenkach w kolorze blu” to już jego prywatna sprawa. Dało się to przeboleć, przywyknąć, bo czynsz za kwadrat był niski, w zasadzie żaden, więc nikła to niedogodność. Choć w sumie jedna z wielu.
Fleszbek.
(więcej…)