zsiaduemlekO – bezpiecznie, bez pestek.

Majowe majaczenie od rzeczy.

Opublikowany w Internecie, c'nie? przez zsiaduemlekO w dniu 29 maj, 2008

Maj – miesiąc kasztanów zakochanych w maturach. Powietrze się ociepla, dzień staje się dłuższy, rękawki i spódniczki krótsze, a ludzie z bólem i ze smutkiem zaczynają ściągać arafatki, uf. Rozwydrzone bachory znów zaczynają całymi dniami wydzierać ryje pod oknami “Mamo!!! MAMO!!! MAAAMOOOOOOOOO!!!!”. Straż miejska pobiera i rozdaje dodatkowe bloczki mandatów za spożywanie alkoholu na łonie natury, gdzie pijane po dwóch piwach młokosy spinają się i zaczepiają staruszków. Gimbusy zgrywają na swoje komórki kolejne mp3, aby mieć co słuchać z kamratami i czym zaimponować fruziom na ławce, po czym zaprosić ich do znajomych na naszej-klasie. Na ławkę wychodzą też starzy ludzie, gromić wzrokiem, plotkować, jojczyć na dzisiejszą młodzież, aż w końcu umrzeć. Generalnie jest optymistycznie.
(więcej…)

Do wesela się zagoi.

Opublikowany w Internecie, c'nie? przez zsiaduemlekO w dniu 23 maj, 2008

Jakoś tak się ułożyło, że ostatnie wesele zaliczyłem jakąś dekadę temu. Dodatkowo, odbyło się ono w Niemcach, w stajni (no, takiej arenie, gdzie koniki sobie biegają w kółko, autentycznie). Odpowiedni ludzie, w odpowiednim miejscu. Oczywiście podczas wesela koni tam nie było, za to było 95% stężenie Dojczów, chlejących biry niczym na Oktoberfeście. Sam nie wiem co lepsze. Pamiętam, że jako niepełnoletni szczyl, wygrałem wtedy Jajko Niespodziankę, tudzież Kinder Yberaszung, odpowiadając na pytania wodzireja, których nawet nie rozumiałem. Ja, najn, ajn bisśen, iś wajs niśt, fiken machen, jude raus, Bajern Mynsien, niśt szisen. Jakoś się udało i brzydkie, niemieckie kindery musiały odejść ze skwaszonymi minami jak w 1945 roku ich dziadkowie.
Teraz dostałem okazję nadrobić te wszystkie stracone, pod względem weselnej zabawy, lata. No i się udało, a jak!
(więcej…)

Panowie, ja tutaj lodu nie widzę.

Opublikowany w Internecie, c'nie? przez zsiaduemlekO w dniu 3 maj, 2008

Nudzę się, postanowiłem zrobić coś głupiego, no i jestem. Zresztą to nie pierwszy raz już.

Ostatnio byłem poniekąd zmuszony udać się jak prawdziwy katolik do Domu Bożego, jakim bez wątpienia jest kościół. W sumie, nie żebym jakoś zagorzale wierzył w Boga, a już na pewno nie w komicznej postaci siwego, brodatego starca, siedzącego sobie na chmurce, palącego cygara, pijącego drinki i mądrze spoglądającego z góry na swoich pupilków – ludzi, tu i ówdzie rażąc niedobrych chłopków piorunem. Wrzucając ich pod samochód. Zrzucając, pełny złych ludzi, autokar z mostu we Francji. Nasyłając na szkołę pełną dzieci bezwzględnych terrorystów, którzy będą kazać tym bachorom klęczeć na grochu i ginąć od kul. Tak, zdecydowanie wizerunek sympatycznego staruszka o srebrnym zaroście tu nie pasuje. Personifikacja boskiej siły sprawdza się zresztą tylko w mitach.

(więcej…)