zsiaduemlekO – bezpiecznie, bez pestek.

“You can’t take a picture of this. It’s already gone.”

Opublikowany w Internecie, c'nie? przez zsiaduemlekO w dniu 15 kwiecień, 2008

Nate & Claire

Z zasady nie jaram się serialami. Jedynym, który mnie kręcił na maksa był MacGyver, ale miałem 10 lat i biegłem z piaskownicy, by zdążyć na kolejny odcinek, rysowałem sobie legitymacje MacGyvera , miałem resoraka podobnego do jego dżipa i w ogóle chciałem być taki jak on. I na tym w sumie kończy się moja fascynacja serialami, których przegapienie jednego epizodu było niewybaczalne.

Ale to, co ostatnio zrobiło ze mną “Sześć Stóp Pod Ziemią”, można jedynie przyrównać do podniety związanej z MacGyverem. Wtedy przegapiło się odcinek to dupa zbita, trzeba było się czaić na powtórkę o 9 rano, a w związku ze szkołą nie było to łatwe. Obecnie doświadczamy swoistego fenomenu – serial telewizyjny, a ja żadnego odcinka nie obejrzałem w telewizji. Ba, co więcej, pięć sezonów, na które składa się ponad sześćdziesiąt blisko godzinnych epizodów, obejrzałem w miesiąc, co daje średnią dwóch odcinków dziennie <matematyczny_geniusz>. Ostatnie sześć epizodów obejrzałem za jednym zamachem, więc chyba jednak mi odjebało na punkcie tego serialu. A co, płacę za Internet, to przynajmniej jakieś korzyści z tego chcę czerpać, a nie jedynie siedzieć cały dzień na GG i komentować zdjęcia na naszej-klasie.pl.

A o co tak w ogóle bangla? “Sześć Stóp Pod Ziemią” to – zwięźle pisząc – serial, przedstawiający codzienne perypetie rodziny Fisherów, która prowadzi dom pogrzebowy w Los Andżeles. Brzmi poważnie, więc dla równowagi wszystko przyprawione jest czarnym humorem, ale w idealnej ilości, dlatego nie sposób nazwać tego komedią. Ot, czasem staną nad trumną, w której leży była gwiazda porno i licytują się na to, ile, kto filmów z nią obejrzał i wspominają najgorętsze akcje. Naturalnie.
Fenomenalnie wypada tutaj Brenda, bezbłędnie operująca ironią i jej genialne “moi rodzice nie żyją, spadł na nich helikopter”.

To wszystko ma w sobie sporo z telenoweli, brak tu emocjonujących sytuacji, pościgów po ulicach, strzelanin, nieprawdopodobnych zbiegów okoliczności, mamy za to konfrontację ze śmiercią, sztywne obiady rodzinne, na których Nate po nieumyślnym zażyciu ekstazi opowiada różne śmieci, wyimaginowane rozmowy bohaterów z umarłymi (np. podczas balsamowania zwłok), związki, które się nudzą, a co za tym idzie – zdrady, rozstania, powroty, wykorzystywanie piętnastoletnich chłopców przez ponad trzydziestolatki, gejów, paranoje, seksoholików, aborcje, dużo marihuany, narodziny i pogrzeby. Mnóstwo pogrzebów. Wszędzie jest śmierć. Bo ludzie wciąż umierają przecież. Wszystko to pokazane bezpośrednio, bezkompromisowo, często zalane wulgaryzmami (w Polsce monopol na to mają jedynie seriale gangsterskie) i w sposób nie pozostawiający nadziei, bo jak mówi motto serialu – wszystko, każdy, wszędzie, kończy się.

Kończy się, i to jak. Przełomy kolejnych sezonów – szczególnie ostatnie epizody drugiego i trzeciego, robią niesamowite wrażenie. Współczuję każdemu, kto oglądał je na bieżąco, ze świadomością, że na dalszy ciąg będzie musiał poczekać blisko rok (serial był nadawany w latach 2001-2005). Ostatnie pięć odcinków, a przede wszystkim ostatnie sześć minut ostatniego epizodu, to prawdziwa podróż sześć stóp pod ziemię, definitywne, konkretnie i zdecydowanie kończące sinusoidę wzlotów i upadków Fisherów i spółki. Ja prawie się popłakałem.
Obejrzałem to wszystko blisko miesiąc temu, a wciąż czasami wracam myślami, szczególnie do wiecznie zagubionego Nate’a. Brzmi to ździebko ckliwie, ale to co się z nim działo przez te wszystkie lata, musi poruszyć, nie ma chuja.

Pozostało mi zapolować na wydania Dewede.

Jedna odpowiedź

Subscribe to comments with RSS.

  1. nie pamiętam. said, on 20 kwiecień, 2008 at 17:27

    No cóż, chyba nie pozostało mi nic innego jak się skusić, wbrew własnej woli, na obejrzenie tasiemca ;d


Dodaj komentarz